Głównym przeciwnikiem Penrym będzie czas. Musiała w oko
mgnieniu podejmować decyzję, niektóre były bardzo złe, bo zaufała temu, komu
nie trzeba i przez to narobiła sobie początkowych kłopotów, ale wyszła z twarzą
i nawet na tym zyskała. Drugie to decyzje, co ma zrobić, nikogo nie słuchać
wrócić się i próbować uratować ludzkość, czy wybierze swoją rodzinę, którą tak
niecierpliwie poszukiwała przez trzy tomu. Trzecią, miłość. Czy w końcu odpowie
sobie na zasadnicze pytanie jak bardzo kocha swojego największego wroga i czy
pozwoli mu, aby stał się nowym Gabrielem. Czwartą, ludzie. Bo głowa pogromczyni
aniołów jest jedna, tak samo jak łaska aniołów, za czym stanął ludzie. Aż w końcu ona sama, ponieważ jest tylko
nastolatka, która w normalnym świecie chciałaby iść na zwykły bal ze swoim
chłopakiem.
Największym plusem tej książki są bohaterowie. Penryn, która
pomimo swojego wieku, nie waha się pomagać innym ludziom, przeżyła już tak
wiele, że nie przeraża ją widok człowieka bez ust, uważała go za normalnego
człowieka, chociaż inni skreśli go już i zaszutkowali mianem „dziwoląga”
Nastolatka popełniająca parę błędów, aby zobaczyć czy jej miłość ma sens i czy
w ogóle może istnieć pomiędzy największymi wrogami. Siostra Penrym, która stała się potworem,
woli umrzeć niż zachowywać się jak jeden z nich, nadal kocha wszystkie
stworzenia, chociaż niektóre jak tak bardzo skrzywdzili. Reffe. Anioł starający
ponad wszystko przywrócić swoje dawne skrzydła na swoje prawowite miejsce, chce
uratować nie tylko swój naród, ale też ludzki, nie cofnie się nawet przed tym,
że pójść po to do piekła. A na końcu coś, co mnie w tej książce zaskakiwała
najbardziej mama Penryn. Kobieta chora
psychicznie, nie wie czasami sam, co robi, ale tak bardzo stara się pomagać
swoim córkom, ratuje ich czasami z największej opresji i kocha je ponad
wszystko, chociaż sama nie umie tego ukazywać. Bliźniacy Dum i Dee nie dość, że
sprytni, to jeszcze nie głupi, zgotowali oni świetną walkę między dwoma rasami
Akcja jest taka sama jak poprzednich częściach, nie ma
miejsca na nudę. Oczywiście znajdą się chwile dla miłosnych rozterek, płaczu
oraz czasami wykrzywiania twarzy z przerażenia lub obrzydlistwa, ale
zaserwowane już wcześniej smakują tak samo jak poprzednie tomy. Koniec jest otwarty na nowe części przygód
Penryn, ale w sumie autorka świetnie się spisała, więc może pozostawić to jak
jest.
A i czarne charaktery nie zawsze są tym, kim się wydają,
niektórych będzie nam szkoda, bo poznamy ich całą historię, a powiem tego się
nie spodziewałem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz