wtorek, 26 stycznia 2016

Angelfall

Autor: Ee Susan
Cykl: Penryn i kres dni
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 368


Głównym przeciwnikiem Penrym będzie czas. Musiała w oko mgnieniu podejmować decyzję, niektóre były bardzo złe, bo zaufała temu, komu nie trzeba i przez to narobiła sobie początkowych kłopotów, ale wyszła z twarzą i nawet na tym zyskała. Drugie to decyzje, co ma zrobić, nikogo nie słuchać wrócić się i próbować uratować ludzkość, czy wybierze swoją rodzinę, którą tak niecierpliwie poszukiwała przez trzy tomu. Trzecią, miłość. Czy w końcu odpowie sobie na zasadnicze pytanie jak bardzo kocha swojego największego wroga i czy pozwoli mu, aby stał się nowym Gabrielem. Czwartą, ludzie. Bo głowa pogromczyni aniołów jest jedna, tak samo jak łaska aniołów, za czym stanął ludzie.  Aż w końcu ona sama, ponieważ jest tylko nastolatka, która w normalnym świecie chciałaby iść na zwykły bal ze swoim chłopakiem.

Największym plusem tej książki są bohaterowie. Penryn, która pomimo swojego wieku, nie waha się pomagać innym ludziom, przeżyła już tak wiele, że nie przeraża ją widok człowieka bez ust, uważała go za normalnego człowieka, chociaż inni skreśli go już i zaszutkowali mianem „dziwoląga” Nastolatka popełniająca parę błędów, aby zobaczyć czy jej miłość ma sens i czy w ogóle może istnieć pomiędzy największymi wrogami.  Siostra Penrym, która stała się potworem, woli umrzeć niż zachowywać się jak jeden z nich, nadal kocha wszystkie stworzenia, chociaż niektóre jak tak bardzo skrzywdzili. Reffe. Anioł starający ponad wszystko przywrócić swoje dawne skrzydła na swoje prawowite miejsce, chce uratować nie tylko swój naród, ale też ludzki, nie cofnie się nawet przed tym, że pójść po to do piekła. A na końcu coś, co mnie w tej książce zaskakiwała najbardziej mama Penryn.  Kobieta chora psychicznie, nie wie czasami sam, co robi, ale tak bardzo stara się pomagać swoim córkom, ratuje ich czasami z największej opresji i kocha je ponad wszystko, chociaż sama nie umie tego ukazywać. Bliźniacy Dum i Dee nie dość, że sprytni, to jeszcze nie głupi, zgotowali oni świetną walkę między dwoma rasami

Akcja jest taka sama jak poprzednich częściach, nie ma miejsca na nudę. Oczywiście znajdą się chwile dla miłosnych rozterek, płaczu oraz czasami wykrzywiania twarzy z przerażenia lub obrzydlistwa, ale zaserwowane już wcześniej smakują tak samo jak poprzednie tomy.  Koniec jest otwarty na nowe części przygód Penryn, ale w sumie autorka świetnie się spisała, więc może pozostawić to jak jest.

A i czarne charaktery nie zawsze są tym, kim się wydają, niektórych będzie nam szkoda, bo poznamy ich całą historię, a powiem tego się nie spodziewałem.

Moja ocena: 6/5
Można tak. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz