piątek, 29 stycznia 2016

Rywalki
Autor: Kiera Cass
Cykl: Selekcja
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 336


Każdy kiedyś chciał się znaleźć w bajce, nawet ja. Tak ja, do dzisiaj mam w pamięci mój stare przebranie księcia. Ba. Uwielbiałem je. Bajki mają to do siebie, że rozbudzają w nas marzenie i coś, co tli się głęboko w nas, nadzieję. Ale co się stanie, gdy nie ta osoba, co trzeba trafi do bajki, w której nie chce uczestniczyć. Tak ja to było w przypadku Ami w książce pod tytułem „Rywalki”. Dziewczyna staja się jedną z 35 uczestniczek, które walczą tylko o jedno, chociaż to jedno zmienia się w zależności od mniemanej dziewczyny, inne chcą miłości, inne władzy, a jeszcze inne sławy, a czego chcę Ami? Dobrego jedzenia i pieniędzy dla swojej rodziny.

Świat, w którym ludzie zostali poklasyfikowani na liczny, od jedynki (królewski ród) do siódemki (bezdomni) Głowna bohaterka znalazła się w klasie 5, w której dominują artystyczne dusze, zarabia pieniądze na śpiewaniu i tworzeniu muzyki, podobnie jak jej cała rodzina. Posiada pewną tajemnicę, jest zakochana w chłopaku z niższej sfery Aspenie, dlaczego jest to tajemnicą? Bo matka dziewczyny, nigdy nie zaakceptowała tego, że jej córka spotyka się z kimś, kto nie jest z tego samemu poziomu. Wszystko by było w porządku, gdyby nie przyszedł czas na eliminacje, w którym to dziewczyny z każdej kasty, ale w odpowiednim wieku mogą stać się żoną księcia. Zgadnijcie, kto wypełnij formularz i stał się jedną z uczestniczek konkursu? Ale właściwe to tutaj zaczynaj się schody, polegające na tym, że wcześniejszy cel Ami nie jest taki sam jak wcześniej, czy pojawią się uczucia do księcia, który nie jest tym, za kim go uważała? Czy wszystkie zawodniczki będą grały uczciwie i do jakich sztuczek się posuną? A no i duchy przeszłości powracają, nie ważne, co zrobimy, aby ich się pozbyć.


Napiszę tak, ta książka nie jestem jakimś szczytem oryginalności, bo mam wrażenie, że już gdzieś coś podobnego czytałem, ale jedno powiem na pewno, czyta się ją lekko i z uśmiechem na twarzy. Jest bardzo przyjemna, fabuła nie nuży na tyle, aby odłożyć ją na kolejny dzień, tylko chce się przeczytać wszystko od razu. Bohaterowie też są sympatyczni, zwłaszcza polubiłem Am, która nie drażniła o dziwo swoją niestałością w uczuciach, z początku była pewna tego, czego chciała, ale nic nie jest takie proste, jakie nam się wydaje. Przymknąłem oko na mało realistyczne napady na zamek, też tak radzę.

Moja ocena; 3,5/5

wtorek, 26 stycznia 2016

Angelfall

Autor: Ee Susan
Cykl: Penryn i kres dni
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 368


Głównym przeciwnikiem Penrym będzie czas. Musiała w oko mgnieniu podejmować decyzję, niektóre były bardzo złe, bo zaufała temu, komu nie trzeba i przez to narobiła sobie początkowych kłopotów, ale wyszła z twarzą i nawet na tym zyskała. Drugie to decyzje, co ma zrobić, nikogo nie słuchać wrócić się i próbować uratować ludzkość, czy wybierze swoją rodzinę, którą tak niecierpliwie poszukiwała przez trzy tomu. Trzecią, miłość. Czy w końcu odpowie sobie na zasadnicze pytanie jak bardzo kocha swojego największego wroga i czy pozwoli mu, aby stał się nowym Gabrielem. Czwartą, ludzie. Bo głowa pogromczyni aniołów jest jedna, tak samo jak łaska aniołów, za czym stanął ludzie.  Aż w końcu ona sama, ponieważ jest tylko nastolatka, która w normalnym świecie chciałaby iść na zwykły bal ze swoim chłopakiem.

Największym plusem tej książki są bohaterowie. Penryn, która pomimo swojego wieku, nie waha się pomagać innym ludziom, przeżyła już tak wiele, że nie przeraża ją widok człowieka bez ust, uważała go za normalnego człowieka, chociaż inni skreśli go już i zaszutkowali mianem „dziwoląga” Nastolatka popełniająca parę błędów, aby zobaczyć czy jej miłość ma sens i czy w ogóle może istnieć pomiędzy największymi wrogami.  Siostra Penrym, która stała się potworem, woli umrzeć niż zachowywać się jak jeden z nich, nadal kocha wszystkie stworzenia, chociaż niektóre jak tak bardzo skrzywdzili. Reffe. Anioł starający ponad wszystko przywrócić swoje dawne skrzydła na swoje prawowite miejsce, chce uratować nie tylko swój naród, ale też ludzki, nie cofnie się nawet przed tym, że pójść po to do piekła. A na końcu coś, co mnie w tej książce zaskakiwała najbardziej mama Penryn.  Kobieta chora psychicznie, nie wie czasami sam, co robi, ale tak bardzo stara się pomagać swoim córkom, ratuje ich czasami z największej opresji i kocha je ponad wszystko, chociaż sama nie umie tego ukazywać. Bliźniacy Dum i Dee nie dość, że sprytni, to jeszcze nie głupi, zgotowali oni świetną walkę między dwoma rasami

Akcja jest taka sama jak poprzednich częściach, nie ma miejsca na nudę. Oczywiście znajdą się chwile dla miłosnych rozterek, płaczu oraz czasami wykrzywiania twarzy z przerażenia lub obrzydlistwa, ale zaserwowane już wcześniej smakują tak samo jak poprzednie tomy.  Koniec jest otwarty na nowe części przygód Penryn, ale w sumie autorka świetnie się spisała, więc może pozostawić to jak jest.

A i czarne charaktery nie zawsze są tym, kim się wydają, niektórych będzie nam szkoda, bo poznamy ich całą historię, a powiem tego się nie spodziewałem.

Moja ocena: 6/5
Można tak. 

środa, 25 listopada 2015



Czerwone jak krew 



Autor: Salla Simukka
Cykl: Lumikki Andersson
Wydawnictwo: YA!
Liczba stron: 256



Co robimy, jako pierwsze, gdy zobaczymy nieznanego nam człowieka? Może mała podpowiedź? Oceniamy go według tego jak wygląda, jakie ma ubrania itd. Wygnieciona koszula=niechluj. Markowe ubrania=bogacz. Idealny makijaż=piękność. A co jeśli zobaczymy przepiękną okładkę książki? Mózg wmawia nam, że to musi być powieść na miarę Oscara, że to będzie najlepsze, co czytaliśmy. Tak było w przypadku „Czerwone jak krew”. Ale. No właśnie zawsze jest jedno, ale. Okładki mają to do siebie, że lubią zwodzić człowieka, niczym wampir ze Zmierzchu, a my niezorientowani, w co wybrnęliśmy, pod koniec mamy tylko jedną minę jak Kristen Stewart, wyrażającą, „ Co ja czytam” Książka pani Sally Simukki, nie jest taka, słyszeliście może powiedzenie „ Przyciągnij wyglądem, zatrzymaj charakterem” w tym przypadku powinno być „Przyciągnij okładką, zatrzymaj zawartością”, Dlaczego zacząłem od pozorów?

Bo taka jest główna bohaterka, niby jest zwyczajną dziewczyną, która wyprowadziła się do innego miasta, aby tam uczęszczać do szkoły. Jest niby normalną, niczym niewyróżniającą się nastolatką, która na pierwszy rzut oka może się wydawać, że jest zbyt przeciętna. Ale. Coś o tym wspominałem, to tylko pozory, bo tak naprawdę mamy do czynienia z kimś, kto jest cholernie nieprzeciętny. Lumikka jest świetnie napisaną postacią, ma swoja przeszłością, która innych doprowadziło do czystego szaleństwa, ale nie ją, silną, zmieniającą się niczym kameleon dziewczynę. Potrafi się odnaleźć w każdej sytuacji, może ma czasami małe zwątpienia w swoich poczynaniach, ale to czyni ją jeszcze lepszą, pokazuję, że nie jest w sobie zadufana i przekonana o swojej sile. No dobra, mógłbym się nią zachwycać tygodniami, ale, o czym jest książka?

Lumikka postanawia złamać swoją zasadę „ nie mieszaj się w życia innych ludzi” w momencie, gdy znajduje worek z zakrwawionymi pieniędzmi. Odkrywa, że za tym stoją trzy osoby: córka policjanta, największy Casanova w szkole i outsider.  I tu zaczyna się szaleństwo, która ma to do siebie, że jeden fałszywy ruch i będzie już po tobie. W powieści dominuje mrok, morderstwa są na początku dziennym, a porównania do Królewny Snieżki jak sam tytuł wskazuje, sprawiają, że chce się więcej i więcej. Fabuła jest troszkę dla mnie mało rozwinięta, jest lekka trzeba jej to przyznać, ale to dla mnie bardziej plus niż minus, może bardziej tak zwany dipol. Tak samo poboczni bohaterowie.

Książkę przede wszystkim polecam na jesienne wieczory.

Moja ocena: 4/5

wtorek, 15 września 2015

Wypowiedz jej imię

Autor: James Dawson
Cykl: -
Wydawnictwo: YA!
Liczba stron: 256

Czy tylko ja więcej niż kilka razy w moim życiu, mówiłem te zakazana przez straszne historie słowa? Czy stałem się ofiarą Krwawe Merry? Nie, no chyba, że piszę to zza grobu, a w tym miejscu po ziemi jest Internet, a może do tej kategorii można zaliczyć byłą nauczycielkę wf, z piekła rodem.    Jak internetowe legendy podają, wystarczy tylko kilka słów skierowanych do lustra, aby upiór lub demon zabitej dziewczyny, podążał za tobą jak nauczyciel, któremu zapomniało się wpłacić za radę rodziców? I tu zaczyna się cały początek historii w książce po tytułem „Wypowiedz jej imię”. Akcja powieści dzieje się w klimatycznym zamku, jakim jest żeńska szkoła z internatem - Pipper's Hall. Oczywiście jak to w horrorach różnej maści bywa, grupa nastolatków dla zabawy, postanawia wypowiedzieć magiczne słowa do lustra. I tu rozpoczyna się zabawa. Bobby główna bohaterka, wraz z przyjaciółką Naya i nowo poznanym chłopakiem Cainem muszą rozwikłać zagadkę, by przeżyć, aby było jeszcze ciekawiej mają tylko pięć dni. Na czym polega owa zagadka? No poznaniu jak zginęła była uczennica szkoły Mary Worthington. Poznamy jej historię, mogę zdradzić, że Bobby pozna ją na własnej skórze, a my dogłębnie poznamy wraz z nią. Czy daleko to się posunie? Jeśli licząc odwiedzanie szpitali psychiatrycznych, pocałunków na cmentarzu, nieznanego pochodzenia krwotoki i blizny, to sądzę, że tak. Czy ten horror młodzieżowy sprawił, że chciałem zakopać się wieczorem pod kołdrą i nocą nie wychodzić do łazienki? Nie, ale muszę przyznać jak na książką młodzieżową historią wciągnęła mnie i nie zorientowałem się, kiedy ją przeczytałem, nie chcę wspominać o przewidywalnym zakończeniu, chociaż sam koniec mnie zaskoczył, dostaliśmy taką Mery, na jaką czekaliśmy.  Bohaterowie książki są schematyczni, mamy do czynienia z Bobby, która prezentuję schemat nieśmiałej dziewczyny i jej przyjaciółkę, która przedstawia schemat przeciwieństwa głównej bohaterki i skoro już o schematach piszę, trzeba dodać schemat szczenięcej miłości, ale jakimś cudem po mimo tego polubiłem bohaterów, na tyle, aby przeczytać książkę do końca, ba nawet z zaciekawieniem.  I teraz przyszedł czas na to, przez co książka nie była bezpłciowa- Mary Worthington. Uwielbiam postacie, które są złe i to nie wynika z ich winy, tylko z otoczenia naszego „cudownego” społeczeństwa. Jej historia mnie poruszyła, była w niej miłość i kłamstwo, przeplatające się ze sobą, a pośrodku Mery, która tylko chciała mieć kogoś, kto ją zaakceptuję. Przez nią warto jest przeczytać „Wypowiedz jej imię”.

Moja ocena: 3,5/5

sobota, 12 września 2015


Szklany tron 



Autor: Sarah J. Maas
Cykl: Szklany tron
Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 518


Żyjemy w świecie, gdzie z magią mamy do czynienia tylko na kartkach literatury, telewizji lub naprawdę udanych sztuczek magicznych, nie chcę wspominać tutaj o kiepskich magikach, dla których karty wysypuję się z rękawa (kiepskie rozczarowanie z dzieciństwa), więc magia nie jest nam potrzebna do funkcjonowania, to nie przez nią wytwarzane są przeciwciała we krwi. Wyobraźcie sobie, że owe przeciwciała znikają. Co wtedy? No właśnie, co? Organizm nie ma, czym się bronić, więc nawet lekki katar może nas zabić. Właśnie w takim momencie możemy postawić się na miejscu
Celaenay Sardothien.  Bohaterka żyje w kraju gdzie magia przekazywana z pokolenie na pokolenie zniknęła, a podstępny król podbij jej rodzinny kraj i wymordował wszystkich związanych z magią ludzi. W taki właśnie sposób giną rodzice Celaenay . Po ich śmierci przygarnia ją jednak najsłynniejszy zabójca na świecie- Arobynn'a Hamel'a. Pod jego wpływem, dziewczyna z każdym dniem, oczywiście pod rygorystycznym wychowaniem, przemienia się w jak najlepszą morderczynię na zlecenie, ale nikt nie jest nieomylny. Pewnego dnia z powodu zdrady zostaje złapana i przewieziona do kopalni soli Endovier. Tutaj zmuszona jest do ciężkiej pracy, gdzie kary jak chłosta, są chlebem poprzednim, śmierć roznosi się krzykiem po kopalni, strażnicy bez wahania gwałcą kobiety, następni je mordują. Przez takie miejsca pozostają blizny nie tylko w psychice, lecz i fizyczne. Gdybyście znaleźli się w piekle, ile byście zrobili, aby się z niego wyrwać? Gdyby zjawił się książę z ofertą wolności, w zamian za cztery lata, jako obrończyni króla, skorzystalibyście?  Jeśli tak, zrobilibyście tak samo jak główna bohaterka „Szklanego tronu”. Co z tego wyniknie? Mordercze treningi, zło czające się w szklanym zamku, nowi przyjaciele, którzy mają swoje tajemnice, wrogowie, dla których jesteś zerem, ludzie zabijani przez coś, co nie powinno istnieć, czy nawet starożytna magia. Jeśli nie, modliłbym się za was.

Książkę jak najbardziej polecam, czyta się naprawdę bardzo szybko, przez lekkie pióro pisarki. Akcja jest wartka, nie ma miejsca nudę, bo jak można się nudzić z zabójczynią Adarlanu. Muszę jednak przyznać, że bohaterka w pewnych momentach mnie irytowała, a zwłaszcza jej chęci pokazania, że jest najlepsza, ale jest dziewczyną z pazurem, sarkastyczna i arogancka, a takie bohaterki podbijają serca czytelników.  Nie przeszkadzał mi wątek miłosny, pomimo że dostajemy trójkąt miłosny. Do ostatniej strony nie wiemy, kto zostanie jedynym Celaenay, co sprawia, że jesteśmy jeszcze bardziej zaciekawieni, co się stanie. Postacie są dobrze wykreowani, a nasza sympatia do nich rośnie wraz z każdą stroną.  Polecam, każdemu nie zależnie od wieku.

Moja ocena: 5/5